i po ramieniu i po pysku…

ania ania

Ostatnio jest do dupy. Wciąż nie wiemy co z nami będzie. W jakiej części świata powinnam sprawdzać szkoły dla dzieci, domy, pracę, pogodę? Pakować narty, czy raczej się ich pozbyć? Przypomnieć sobie cyrylicę, czy może poczytać Urban Dictionary? Nie wiem co mam mówić rodzinie w Polsce, znajomym w Niemczech, urzędom, lekarzom, ortodoncie…nie wiem nawet co mówić własnym dzieciom. Nic nie wiem. Europejscy podtrzymywacze na duchu się wykruszają, no bo ileż można pocieszać, przytulać i mówić, że wszystko będzie dobrze. Nawet zbiorowy optymizm ma swoje granice. W desperacji, zaczynam wydzwaniać do ludzi w Stanach, marudzić i odrywać ich od ważnych zajęć, takich jak chowanie się przed kolejnym tornadem na przykład. Nie podawajcie numerów waszych telefonów w komentarzach, bo zadzwonię! Włóczę się tak po dniach i tygodniach i wystawiam ramię do poklepywania! I kiedy ramię już boli od wystawiania, ni z stąd ni zowąd pojawią się klepacze!

Nauczycielką jestem rzadko, a szkoda, bo i uwielbiam i umiem…niewiele rzeczy umiem, ale nauczać i owszem! Jakiś kurs, może dwa, korki, zastępstwa i tyle…Niemcy, jeśli chodzi o uczenie się angielskiego, zachowują się tak jak Polacy, jakich pamiętam, ze szkół językowych w Warszawie. Nie ważne czy nauczyciel ma jakieś umiejętności metodyczne (celowo nie piszę wykształcenie, bo nie uważam, że to jest wyznacznikiem dobrej „obsługi” językowej), blade choćby pojęcie o swoim języku, zamiłowanie do uczenia, czy, w najgorszym wypadku, dobrej woli krztynę. Nie ważne, że jest po zawodówce, albo i bez. Ważne, że ma paszport z bardziej wypasionym orzełkiem, czy innym kangurkiem. Nawet moje niemieckie szkolne szefostwo doradzało żeby nie przyznawać się, że nie jestem natywna…Niemiec na poziomie moich uczniów nie jest w stanie rozpoznać mojego akcentu, a nie śmie przecież zapytać Frau O’Connor, czy czasami nie jest gdzieś ze wschodu. Nigdy z tej rady nie skorzystałam. Na każdej pierwszej lekcji mam tę samą zabawę…Podaje uczniom tekst o mnie i informuję, że są w nim trzy błędne informacje. Mają je znaleźć. ZAWSZE twierdzą, że informacja o tym, że jestem Polką jest nieprawdziwa! I nie, nie dlatego, że wyglądam, mówię czy zachowuję się jak Amerykanka…Po prostu im do niemieckiej głowy nie przyjdzie, że jakaś Polka może nauczyć ich, Uebermenschen, języka angielskiego. Ale jak już siedzą w sali, to nie uciekną przecież…Siedzą i oczy otwierają, bo Polka plan zajęć napisała sobie, każe im mieć coś do pisania, każe im okulary zabrać z domu, bo czasem przeczytamy coś, aparaty słuchowe nosić, bo zdarza się jakieś słuchanko, albo szaleństwo wzrokowo-słuchowe w postaci TedTalks. Kule i balkoniki przydają się czasami, bo Polka każe wstać i się przemieścić żeby a to partnera do ćwiczenia w parach zmienić, a to żeby przełamać niemiecką powściągliwość i zabawić się w jakąś totalnie „zwariowaną” grę językową. A przecież tak fajnie było siedzieć na zajęciach przez dziewięćdziesiąt minut, pić kawę i gadać o pierdołach, ale za to z panią z paszportem z kangurkiem w kieszeni. Chyba jednak ich przekonałam, bo od dwóch lat w każdy poniedziałek spotykam te same, moje ukochane, niemieckie paszcze…

Baerbel jest najstarsza… Dwa lata temu zadzwoniłam do sekretariatu szkoły i proszę o listę moich uczniów. Pytam również w jakim wieku są moi uczniowie żebym mogła przygotować się tematycznie. Pani oszczędnie w słowach informuje mnie, że „39”. Super, w moim wieku…będzie fajnie…po czym dodaje „geboren” (że się urodzili w trzydziestym dziewiątym roku)! Baerbel nie mówiła dużo, trzeba było wyciągać każde słowo, dobierać tematy, w których czuła się choć trochę komfortowo, po ćwiczeniach ze słuchu nie odzywała się w ogóle, mówiła z niesmakiem, że niczego nie rozumie. W ankietach pisała, że nie lubi zabaw, nie lubi pracy w parach, nie lubi pisania na tablicy, nie lubi TedTalks, nie lubi piosenek…Kiedy składaliśmy sobie życzenia świąteczne, wychodziła z sali pierwsza, nigdy nikogo nie przytuliła, nie skomplementowała ładnej torebki sąsiadki z prawej, czy pysznego urodzinowego ciasta sąsiadki z lewej strony. Ale nie z takimi dawałam sobie radę…jak uczeń nie jest narżnięty jak helikopter o ósmej rano, czy nie przeklina jedynym znanym mu słowem po polsku, daję radę…Tydzień temu, kiedy wszyscy już wyszli, Baerbel wróciła do klasy i powiedziała, że to była jej ostatnia lekcja. Ma operację biodra i nie wróci do wakacji. No a po wakacjach ma mnie tutaj nie być. Zaryzykowałam. Podeszłam do niej i przytuliłam sztywną ze strachu Baerbel. Rozpłakała się. I cudownym angielskim zaczęła mi dziękować za wszystko, ale głównie za to, że nigdy nie przełamała tylu swoich małych, niewygodnych dziwactw jak podczas moich zajęć. Ja też się popłakałam. Takie miłe klepnięcie w ramię…

Jestem u lekarza z Kasią. Lekarka ogląda skórę Kasi i nawija, że słyszała od znajomych, że jestem świetną nauczycielką, pyta co robimy na zajęciach, kiedy, o której, że się wybierze chyba. Ja się nakręciłam i opowiadam jak to fajnie u nas na tych zajęciach, jak miło, sympatycznie, ale przede wszystkim edukacyjnie i cud, miód, malina. Tak sobie z dzióbków spijamy, aż ona pyta z jakiej to części Stanów Zjednoczonych jestem. Ja na to, że spod Częstochowy – takie małe miasteczko między Nowym Jorkiem a Bostonem. Aha…i cisza, temat zamknięty! Klepniecie, ale raczej trochę wyżej niż w ramię…

Pomyślałam potem, i to jedyna optymistyczna myśl jaką mogłam z siebie wykrzesać wtedy, że znajomy pani doktor chwaląc mnie, nie wspomniał jednak, że jestem tylko Polką…Mam nadzieję, że dla tego kogoś nie miało to już znaczenia…

14 thoughts on “i po ramieniu i po pysku…

  1. monisbaking Maj 15, 2014 / 4:07 pm

    male miasteczko miedzy Nowym Jorkiem a Bostonem?? Napewno to miasteczko w Rhode Island, bo tam wszystko male, i nikt nie zna.. 😉 Aniu, jestes super nauczycielka.. wiem, bo sie z Toba nauczylam po Angielsku.. kiedys, jak pogadac nie bylo jak, wiec sie pisalo listy. Dobrze, ze to sie zmienilo, bo do Stanow list trwa dlugo, to lepiej zadzwonic i pomarudzic! Moj numer masz…zawsze mozesz pomarudzic.

    • aniukowepisadlo Maj 15, 2014 / 5:32 pm

      Dzięki Moni :-)…I bardzo bym się cieszyła gdybyśmy zamienili Częstochowę na Rhode Island 🙂

  2. S Martin Maj 15, 2014 / 4:44 pm

    Jeśli ktoś podaje Ci swój nr telefonu, znaczy, że chętnie pogada 🙂
    Och, żeby już się wyklarowało w którą stronę świata zwrócić twarz. I najlepiej, żeby tam, dokąd zajedziecie polskie nauczycielki języka angielskiego były rozchwytywane! Tego Ci życzę. 🙂

    • aniukowepisadlo Maj 15, 2014 / 5:35 pm

      Dzięki Sylaba! Jeśli wylądujemy w Stanach, to pewnie nie pouczę za dużo, nie? Czyli, że wschód? Brrrrr…..

  3. peregrino Maj 15, 2014 / 6:17 pm

    piękna ścieżka przed Tobą Aniu .. a ta pani na zdjęcu wysportowana :^)) .
    .. fajnie napisałaś o tych akcentach i preferencjach studentów :^) ..
    :^) do dziś ma wyraźny akcent i prawdę mówiąc dobrze mi z nim .. jest częścą mojej inności tutaj z którą jest mi dobrze :^)

    życzę Ci dobrej drogi i wiele dobrych fal :^)

    • aniukowepisadlo Maj 15, 2014 / 6:33 pm

      Dzięki Piotr :-)! Ścieżka piękna i owszem ale już niedługo będziemy musieli opuścić te piękności…Myślałam o tobie ostatnio jako o jedynej osobie, którą „znam” a która mieszka w Teksasie, bo San Antonio też było przez chwilę jedną z możliwości :-)…

      • peregrino Maj 15, 2014 / 6:43 pm

        podobne ścieżki równie piękne w Colorado lub California .. :^) … San Antonio jest w porządku choć na pewno ty byłby niezły szok po Bawarii :^)) .. mogę tylko zgadnać, że to może za przyczyną Randolph AFB ? ;^) …. Austin leży mi bardziej :^) .. prawdę mówiąc w każdym miejscu można coś dla siebie znaleźć tak myślę
        .. wiele dobrych myśli ~~~~ :^)

      • aniukowepisadlo Maj 15, 2014 / 7:55 pm

        Peregrino, tak czy siak, San Antonio nie wyszło ale pięknie powiedziałeś, że wszędzie można znaleźć coś dla siebie. Tego się będę trzymać :-)!

  4. krollewna Maj 15, 2014 / 7:42 pm

    Potwierdzam, że jesteś świetną nauczycielką. Lekcje angielskiego z Tobą dały mi bardzo solidne podstawy. Do dziś pamiętam teksty angielskich kolęd, których uczyłaś mnie jakieś 20 lat temu! A dziś nauczyłaś mnie czegoś jeszcze. W końcu wiem gdzie leżą Starokrzepice:)))

    • aniukowepisadlo Maj 15, 2014 / 7:57 pm

      Ola, BARDZO mi miło przeczytać tak miłe słowa! Dziękuję! A Starokrzepice? No staram się jak mogę je światu przybliżyć!

  5. Marzeniszka Maj 15, 2014 / 11:54 pm

    754686

    • Marzeniszka Maj 15, 2014 / 11:56 pm

      Cholerka, małe te cyferki! Jescze raz: 754786! O każdej porze dnia i nocy ☺️

  6. BeaSJ Maj 18, 2014 / 5:39 am

    Do mnie tez to mnie tez mozesz dzwonic 🙂 tylko jak tu tajne telefon zostawić?;)
    Jestes dla mnie ogromna inspiracja ze jednak sie da, bo na podobnym choć innym wózku jadę ( po wertepach ogromnych niestety), zawsze jestem trochę mądrzejsza po twoich postach i otwieram oczy na inne perspektywy, dziękuje Ci za to!!!!!
    Jesli wyladujecie w Stanach to…. Jednym z najwiekszych plusów tego miejsa jest to ze każdy jest dumny tego skąd pochodzi i nie spotkałam sie z żadna negatywna reakcją dotycząca pochodzenia kogokolwiek skadkolwiek!
    A po drugie, cała rzesza przyjezdnych czeka na Twoje lekcje, mnóstwo firm, college, uniwersytetów, szkolek przykoscielnych i innych, organizuje kursy angielskiego i jestem przekonana ze nauczyciel z doświadczeniem jak ty napewno znajdzie sobie miejsce!!!
    Z chęcią opowiem jak to wyglada u nas, rozwieje wątpliwości i ponarzekam na niepewność losu:)
    Sciskam Beata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s