W Wysokich Obcasach z głową do góry…

DSC05482

Nie chodzę w wysokich obcasach od kiedy zerwałam ścięgno Achillesa, ale napisałam do Wysokich Obcasów i wydrukowali! w ramach konkursu Agory „Polki bez granic” mój list ukazał się tutaj, proszę kliknąć i czytać i się zachwycać!!!

Na wypadek niedziałania linku, oto  mój list…

Kochana, piszesz, że jesteś zajęta, że ciężko ci idzie pisanie doktoratu i że cię studenci męczą. Dasz radę, kochana… Jeszcze dwa miesiące i wakacje. Piszesz też, że kolega Krzysia przeniósł się na Mokotów, że Krzyś bardzo to przeżywa i że chodzisz z nim na terapię. Wiem, jak ciężko patrzeć, jak dziecko tak cierpi. Przepraszasz, że list taki krótki, bo musisz pędzić na Żoliborz, bo pani Krysia zostawiła ci schab ze wsi – ten, który kupujesz od zawsze Pamiętam, że innego do ust nie włożysz. Pytasz, co u mnie? Jak emigracja?

Strasznie złożone to cholerstwo, wiesz?

Emigracja to machanie ręką Wiesz, na ile rzeczy ja się ręką namacham? Machnę ręką na to, ile cukru w płatkach śniadaniowych, bo przeczytałam już sześć innych etykiet, w obcym języku, wyobraź sobie, wyguglałam na maleńkim ekranie telefonu nieznane mi słowa i nie mam więcej czasu na lekturę kolejnego pudełka. A zanim znajdę panią Krysię z warzywami z jakiejś wsi, dzieciom konserwanty uszami będą wyłazić.

Machnę ręką na zdrowie psychiczne dzieci, na to, że im ciężko w szkole, machnę na to, że nie będą w ławce ze swoim najlepszym kolegą (bo kolega pięć tysięcy kilometrów dalej). Ciężko mi, ale podnoszę dziecko z podłogi, kiedy to leży i nie chce iść do szkoły i zawożę, bo wiem, że jak nie pójdzie dzisiaj, jutro będzie jeszcze trudniej

Aż mnie ręka boli od machania na mój dyplom magistra, o doktoracie nie wspomnę. Uczniowie mnie nie denerwują, bo ich po prostu nie mam. A jak mam, to ich rozpieszczam nieprawdopodobnie i nic nie jest w stanie mnie zdenerwować. Macham ręką na to, że pracuję za uśmiech dyrektora szkoły, odznakę wolontariusza roku, albo za trzysta euro za semestr.

Emigracja to demonstracja siły, takiej w stylu: „oj, jaka to ta nasza Ania dzielna”! Sama dojedzie z punktu A do punktu B, dużym samochodem, czytając znaki w innym języku, bez ważnego prawa jazdy nawet. Wiesz, że kupiłam farbę po niemiecku do „ściany nad moją głową”, bo nie wiedziałam, jak jest sufit? Oj, jak się wszyscy uśmiali A jak pochwalili, że sobie tak świetnie radę daję. Zakwestionowałam – w języku obcym, zaznaczę – metody nauczania pani od matematyki taka odważna jestem! Na fejsbuku wrzuciłam piętnaście zdjęć, jak to sama, żeby zaoszczędzić i pokazać, jaka jestem samodzielna, maluję cztery pokoje na raz. Jak to, mimo nieznajomości języka, przebrnęłam przez trzy szpitale z ciężko chorym dzieckiem sama, bez pomocy rodziny, z garstką przyjaciół i jedną nie-przyjaciółką. Jak to spakowałam całe swoje życie w dwa tygodnie i w dziesięć metrów sześciennych i przeniosłam je do jeszcze innego kraju – moc! Jak to rozpakowałam, zrobiłam ciasto i zaprosiłam sąsiadów – taka polska gościnność!

Emigracja to ja to doświadczenie, które przykleja się do mnie z każdej strony i które buduje mnie, moją świadomość, moją duszę. Emigracja to chyba jedyny bagaż, którego przybywa, a z którym jest mi coraz lżej. Muszę jakoś przeżuć niechęć do kraju, który historycznie powinnam nienawidzić. I przeżuwam i uczę się, i jest mi z tym coraz lepiej, coraz lżej… Dla mnie emigracja to elastyczność. Nie mogę sztywno trzymać się opinii, przekonań, stanowisk, które były moje, ważne i jedyne dziesięć, pięć, czy nawet dwa lata temu. Czasem sama się sobie dziwię, jak bardzo staję się elastyczna, mimo że jogę zaniedbuję od dłuższego już czasu. Emigracja to znajdowanie szczęścia w rzeczach, dla wielu błahych. Potrafię cieszyć się, że wreszcie kupiłam dobrą żarówkę, która zapali moją lampę przytaszczoną z Polski. Cieszę się, że dziecko dostało pierwsze zaproszenie na bal urodzinowy, że pani z piekarni mnie rozpoznaje, że dojechałam ze szkoły do domu bez nawigacji. Emigracja to wiecznie nowe doznanie wizualne. Moje oczy i dusza napychają się nowymi obrazami a to najwyższy szczyt Niemiec z okna pokoju, a to ocean za rogiem, a to najpiękniejsze kolory drzew jesienią w Nowej Anglii, a to rowerzysta Bawarczyk z papugą na ramieniu w środku miasta. I wreszcie dla mnie emigracja to chodzenie z polską głową do góry. Stałam się lekko patetyczna chyba, ale ja naprawdę jestem dumna, że reprezentuję sobą mój kraj, pełen cudownych zakątków, śmietników ze szczurami, cudownych, otwartych ludzi, złodziei rowerów, ciekawej historii i zagmatwanej polityki Fajnie jest być Polką na obczyźnie.

Kochana, więc jeśli zaproponują ci wyjazd za granicę, zadzwoń do mnie, wszystko ci opowiem.

11 thoughts on “W Wysokich Obcasach z głową do góry…

  1. mariola kulej Listopad 3, 2014 / 7:26 pm

    Jak zwykle mega Aniu! Gratulacje 🙂

  2. Olimama Listopad 4, 2014 / 3:25 pm

    Fajnie, gratulacje :))pozdrówka 🙂

  3. aniukowepisadlo Listopad 4, 2014 / 4:00 pm

    Dziewczyny, bardzo, bardzo dziękuję…naprawdę, bardzo mi miło, że się podoba…

  4. Ela Listopad 5, 2014 / 12:00 am

    Zastygłam! Aniu pisz Ty ile możesz – tak fantastycznie piszesz…!!!!

  5. Gosia Listopad 5, 2014 / 10:23 am

    Cudownie. Jak zwykle jestem pod wrażeniem – a patrząc na zawartość Twojego listu – moje życie to dokładna odwrotność życia emigrantki – chociaż bagażu ubywa mnie jest coraz ciężej…
    Buziaczki,

    • aniukowepisadlo Listopad 5, 2014 / 1:58 pm

      Gosia, dziękuję…i super, że jesteś! A może czas wywalić ten bagaż i nazbierać nowego? Zapraszam do mnie, pokój wolny!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s