Siedzimy, nic się nie dzieje…nuda…

 

Siedzimy, nic się nie dzieje…nuda…

Moje Grainauowe nauczanie dobiega końca, jeszcze tylko dwa tygodnie i pożegnam rolników…ze smutkiem i pewnie z łezką w oku. W dalszym ciągu uczy mi się bardzo dobrze, w dalszym ciągu chłopcy zmotywowani z małymi poniedziałkowymi wyjątkami kiedy to bez maski gazowej – strach bo od oparów wczorajszego alkoholu aż się w głowie kręci. Dostałam nawet przepis na drinka: litr piwa + pół litra coli + ein klein bisschen likieru wiśniowego…nocka pod muszlą gotowa! Z Rosjanami porozumiewam się już problemu i aż tak się rozkokosili, że zaczynają poprawiać mój bezbłędny przecież rosyjski.  Z każdej lekcji przynoszę do domu jakąś ciekawą historyjkę i zabawiam moją rodzinę przy stole o tym jak zamiast wyszukać w słowniku niemieckiego znaczenia, postanowiłam narysować stringi na tablicy. Próbował ktoś? A ktoś, kto nie umie rysować próbował? Wszyscy zgodnie powiedzieli, że to ptak! Albo…pracuję z jedną stroną stolika a druga strona coś tak szepcze i słyszę „whore” (że niby źle prowadząca się niewiasta), posyłam oczami piorunka, tamte oczy szeroko otwarte ze zdziwienia, odwracam się i znów słyszę „whore”. Podchodzę do jegomościa z językiem ciała karzącej matki (dłonie oparte czy raczej zatopione w biodrach, broda bliżej klatki piersiowej i oczy zwężone) i pytam gdzie słyszał takie słowo, on na to, że w szkole. Słucham? A wystraszony Jonas podaje przykład użycia w zdaniu: „Do you want coffee whore tea?” Będzie mi ich bardzo brakowało…ale poza tym nic się nie dzieje, siedzimy…nudy…

Mieliśmy dwa turnusy gości…tylko dwa turnusy a szkoda nie skorzystać z okazji. Naprzywozili nam prezentów, polskich gazet, Nurofenu Forte, mnóstwo polskiej muzyki i wór plotek! Jak zwykle było super, narty, rakiety śnieżne, wycieczki i spacerki! A wieczorkiem nowo odkryta, pyszna Żurawinówka Lubelska i pogaduchy. Dostałam nową płytę T.Love, po pierwszym przesłuchaniu tak sobie ale już po trzecim nuciłam Orwell Or Not Well i tak jest do dzisiaj. Wydawało mi się, że trudno zrobić coś lepszego niż Wychowanie ale okazuje się, że można. Jest kilka kawałków, które nawet muzycznemu wybredzie (istnieje rzeczownik od ‘wybredny’?) się podobały. Dostałam też wspaniałą, cudowną, ciekawą, niepowtarzalną i podnoszącą na duchu płytkę Bakshish…moje pochlebstwa oczywiście nie mają nic wspólnego z tym, że w zespole gra brat mojej przyjaciółki. Wcale nie zależy mi żeby odniósł sukces…w ogóle mnie to nie obchodzi…Jest jeszcze Bednarek z reggaeowym wykonaniem Grechuty. Bardzo mi się podoba. Dowiedziałam się też o naszym nowym narodowym hymnie „Ona tańczy dla mnie!” A następnie pokazano mi wykonanie z PRAWDZIWYMI instrumentami tego samego utworu przez znanego wszystkim językowcom z Forfitera, Cezika! Polecam!

Ale tak w ogóle to siedzimy, nic się nie dzieje…nuda…

Jeździmy na nartach ile wlezie i tak sobie myślę, że chyba tego by mi najbardziej brakowało gdybym musiała się wynieść z Garmisch. Na jeżdżenie na nartach „off piste” czyli w głębokim śniegu chyba, namawiano mnie już dawno ale dupa ze mnie straszna i nie bardzo lubię łamać kończyny czy zrywać ścięgna, raz czy dwa ok, ale nie więcej. Więc pukałam się w głowę na widok wariatów włażących pod górę z nartami na plecach żeby potem z radością szaleńców zjeżdżać po nietkniętym śniegu. Do czasu…kiedy to mój syn potrzebował wsparcia duchowego i jak się okazało bardziej fizycznego też. Jestem pomocnikiem, totalnie niepomocnym, instruktora w naszej szkółce szkolnej. No i ten wpadł na pomysł żeby wytarzać się w śniegu po pas a następnie wjechać do lasu, między blisko siebie posadzone drzewa. Wszystkie dzieci oprócz Jasia wpadły w euforię, Jaś w panikę! Trudno namawiać dziecko żeby coś zrobiło, skoro się samej nie ma odwagi. Wyszperałam więc trochę odwagi z bocznej kieszeni kurtki i pojechaliśmy. I niespodzianka! Było super! Oczywiście wyglądam jak taki gruby szczeniak owczarka górskiego uczący się chodzić ale zjechałam, a potem jeszcze raz i jeszcze raz…Między drzewami i po muldach już nie było tak fajnie ale dałam radę – tym razem bez powtórek! Od dzisiaj szukam mięciutkiego, głębokiego śniegu i będę ćwiczyć. No to tyle bo nie ma o czym pisać, siedzimy, nic się nie dzieje…nuda…

Do czasu…

Chrisek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s