Asy przestworzy

DSC01860

 

Kilka dni temu dostałam obelgą w twarz. Pewien amerykański tata obrzucił mnie inwektywą z kategorii lotnictwa, że niby przejawiam zachowania rodzica-helikoptera. Dobrze, że miałam okulary słoneczne bo mój paraliżujący, bazyliszkowy wzrok uśmierciłby oskarżyciela. Co za niedorzeczność! Niby dlatego, że się interesuję co moje dzieci w szkole robią, że mnie do szału doprowadza, że siódmoklasistka napisała JEDNO marne wypracowanie w ciągu całego roku szkolnego, że jestem za wolnością słowa (tym bardziej mądrego słowa – o czym mowa tutaj), że jak widzę niesprawiedliwość i brak profesjonalizmu to nie mogę się powstrzymać od wygarnięcia komu trzeba? Dlatego jestem helikopterem? Gdyby wszyscy zajmujący się moimi dziećmi zachowywali się profesjonalnie i robili to, co do nich należy, nie musiałabym pyrkolić tymi swoimi śmigłami na ich głowami.

No ale zniewaga w sercu mem a w głowie została i czy się z tym określeniem zgadzam czy nie (a wiadomo, że nie), myśl ta drąży moje szare komórki i spać nie daje. Spać nie pozwolili mi również moi panowie w pewien sobotni poranek.

Od kilku dni Jasiek i Chris planowali wycieczkę na szczyt góry Kofel w Oberammergau. Wspinaczka jest w ramach przygotowań Jaśka do zdobycia Mount Everestu za 3 lata…właśnie tak! Jasiek postanowił, że w wieku jedenastu lat wejdzie na Mount Everest. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko ślepo wierzyć (a o wierze też już było). Alpiniści czekali tylko na dobrą pogodę. No i w sobotę się zrobiła. Obudziła mnie rozmowa pod drzwiami sypialni, przy których nierozsądnie  znajduje się półka z butami…bo o butach mowa. Jasiek zapytał ojca swego w jakich butach może iść. Chris na to: „A w jakich chcesz?” Jasiek chciał w sandałach, na co ojciec jego radośnie przystał (wyżej wymieniony ojciec spacerował już kiedyś na dwóch tysiącach, w śniegu po kolana w Teva dżizuskach). Silnik odpaliłam. Śmigła helikoptera powolutku zaczęły się rozkręcać i już podrywałam się do startu kiedy usłyszałam dalszy ciąg rozmowy. „Chcesz bajgla z serem?” pyta zatroskany ojciec z kuchni, która również nierozważnie znajduje się po przeciwnej stronie sypialni (zresztą u nas wszystko jest jakoś tak niemądrze blisko siebie). Jasiek na to, że nie chce. Truskawki chce! Chris, po dwunastu latach ojcostwa wie, że poddawać się nie można tak od razu i tłumaczy Jasiowi, że przed taką wyprawą byłoby dobrze gdyby miał coś treściwszego w trzewiach swych. Jasiek chwilę pomilczał i grzecznie dodał: „No, thank you”. Helikopter natychmiast zmienił się w F16 i wypruł z sypialni bez nakrycia wierzchniego. No i zaczęło się! Janek, musisz coś zjeść, będziesz za chwilę głodny, a w lesie to tylko wiewiórkę możesz wtrząchnąć. Nie chce. Truskawki wystarczą. Truskawki są pyszne i zdrowe ale to za mało. No i w sandałach w góry, mowy nie ma. Skręcisz kostkę, wąż ci stopę odgryzie – buty górskie. Jasiek postraszony gadem, przystaje na obuwie górskie. I posmaruj się koniecznie kremem przeciwsłonecznych i bluzę zabierz. Nie potrzeba. Potrzebna bo jest wysoko, spocisz się wchodząc pod górę, a z górki będzie ci zimno. Podnoszę Jaśka plecak a ten tonę waży, zaglądam. Opasły wolumin „Jak przetrwać samemu w górach”, scyzoryk z przenośną pralką i salonem fryzjerskim, półkilogramowy worek nerkowców, kompas, zeszyt i ołówek. Jasiek przemyśl, może coś jest zbędne. Wszystko jest niezbędne! To może podziel się z tatą – ma większy plecak. Nie. Chusteczki macie? Plasterki? Odkażający żel? Telefon? Aparat? Chłopcy stoją grzecznie i przytakują głowami. Biegnę do łazienki po kolejna paczkę chusteczek, tym razem wilgotnych na wypadek gdyby coś trzeba było komuś podetrzeć. I słyszę szeptem wypowiadane przez Jasia zdanie: „Dad, I feel so sorry for you” (Współczuję ci tato) – dacie wiarę? To o mnie było…

A jeśli chodzi o porównania lotnicze, to ja bym szybowcem chciała być….

4 thoughts on “Asy przestworzy

  1. ciocia dobra rada Czerwiec 19, 2013 / 10:14 am

    hello, o jak znam to helikopterowanie…. u nas to się nazywa okrzyk króla lwa. rozdzieranie japy (bo w moim przypadku nie przypomina delikatnego machania skrzydłami,tylko jazgotliwy warkot)
    moje dziecko po treningu 5 godzinnym na wodzie nocowało u kolegi. zaoferowano mu na obiad kaszankę (bleeee…..),więc jej nie zjadł i innej propozycji nie dostał. na kolację zjadł kromkę z serem a rano na śniadanie płatki, które zwymiotował, więc znajomi zamiast na trening odwieźli go do nas do domu.
    9-latek nie ma absolutnie rozsądku dotyczącego odżywiania w ogóle, nie wspominam o „zdrowym” odżywianiu (o rozsądek znajomych nie pytam, mieli gości, może nie dopatrzyli, że jedno dziecko jest na skraju śmierci głodowej:))). wrócił do domu, odżywiłam go rosołem i zmartwychwstał.

    jakbym usłyszała o truskawkach na śniadanie przed wyprawą w góry, padłabym trupem. wydarłabym się jak król lew. sama dostałam 2 razy udaru z wysiłku i wcale nie dlatego, że byłam bez czapki. po prostu odwodnienie następuje dość szybko. i tak truskawki to bomba witaminowa, ale trzeba ich zjeść co najmniej pół kilo:) a na długi wysiłek potrzebne są węglowodany złożone, do których truskawka nie należy.

    Stachu ubrałby buty trekkingowe bo panicznie boi się żmij, więc to miałabym z głowy. A nadmiar z plecaka sprytnie oddałby ojcu,więc też by nie to nie martwiło.

    ale od dziś zazdroszczę Jaśkowi scyzoryka…..

    kara

    • aniukowepisadlo Czerwiec 19, 2013 / 11:58 am

      Ciocio…według ostatnio wszechobecnej w naszej społeczności metodzie Love&Logic miało nastąpić delikatne ostrzeżenie, że jak nie zje węglowodanów to padnie. Jak to nie może, należy zostawić i to ma być lekcja. Ale tak sobie myślę…nie dość, że będzie go bolał brzuch z głodu, nie będzie miał siły na wspinaczkę, zacznie być marudny, pewnie będzie płakał czyli i jego dzień do kitu i jego taty dzień do kitu i jego kolegi i jego taty, którzy poszli z nim też dzień do kitu. A co oni winni? Zastosowałam, według niektórych szantaż a według innych wybór. Albo zjesz coś treściwszego albo niestety będziemy musieli przesunąć wyprawę na inny dzień. I zjadł. I poszedł. I głodny nie był. Ale czy dostał jakąś lekcję (nie użyję słowa nauczka bo nie podoba mi się – ma w sobie coś z robienia na złość), czegoś go to nauczyło. Nie wiem. Wątpię! Czyli, że co? Bez sensu?

  2. Bilingual znaczy dwujęzyczny Czerwiec 19, 2013 / 6:06 pm

    Po prostu fantastyczne. Świetnie trafiony artykuł. Mam dokładnie to samo, nawet z natury wyluzowanego męża howerowaniem zaraziłam 🙂

    • aniukowepisadlo Czerwiec 19, 2013 / 6:11 pm

      No to ci gratuluję :-)! Chris się broni każdym śmigiełkiem :-).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s