Trzy tony szczęścia…

IMG_0586

Pisałam już wiele razy, że blog ten powstał jako terapia po bardzo ciężkim pobycie Kasi w szpitalu. Od tego czasu raz jest lepiej, raz gorzej ale JEST…i to naprawdę nie są puste słowa! Mimo, że moje wpisy są o wielu innych rzeczach, choroba Kasi zajmuje w moim życiu dużo, jak nie najwięcej miejsca…Nie byłoby więc fair gdybym o tym nie wspomniała.

Za każdym razem kiedy Kasia musi pójść do szpitala na kolejny wlew leku, testuję swoją cierpliwość i swoją wiarę. Wiarę we wszystko i we wszystkich! Za każdym razem kawałek mnie umiera kiedy wyobrażam sobie, że już kolejny raz to nie może nam się udać. Wystarczy kilka cyferek więcej lub kilka mniej i albo przewraca się całe nasze życie, albo siedzimy ze szczękami opadniętymi i nie możemy uwierzyć, że znów mamy szczęście…

Dwa miesiące temu wystraszyli nas zbyt wysokimi numerkami w pozycji piątej, a zbyt małymi w pozycji dziesiątej. Rok temu zdarzyła się taka sama sytuacja. Za dużo tam, za mało gdzie indziej! Rok temu poleciałyśmy do Stanów z nadzieją, że się poprawi…nie poprawiło się! Znów szpital, znów badania, znów nieprzespane noce, znów niewyobrażalny stres…Dlatego tak bardzo bałam się lotu do Stanów w tym roku…

Udało się! Znów się udało! Wczoraj dowiedzieliśmy się, że numerki się pozmieniały i wszystko jest w porządku. To niesamowite uczucie dostać taką wiadomość i nie przeszkadza nawet stukilowy kamień spadający na duży palec u nogi. Jest zupełnie zdrowa już rok i wiem, bo bywam, bo czytam, bo się interesuję, że to wielkie szczęście!

Ktoś mi powiedział,  że to nie szczęście, że zapracowaliśmy sobie na Kasi zdrowie. Dajemy jej leki, chodzimy do lekarza regularnie, staramy się żeby zdrowo się odżywiała, żeby uprawiała sport, żeby się nie stresowała, mamy dobre ubezpieczenie zdrowotne (nie pomijam, bo to nie jest bez znaczenia). Ale się nie zgadzam. Jest mnóstwo rodziców, którzy tak właśnie robią i tyle szczęścia nie mają. Wie o tym dobrze jedna bardzo bliska mi mama! My po prostu mamy szczęście!

Czasami wydaje mi się, że szczęścia jest na świecie jakaś określona ilość…powiedzmy trzy tony. Trzy tony na cały świat! Jeśli my w tym miesiącu mamy szczęście, znaczy to, że zabieramy szczęście komuś innemu. I to mnie boli mnie najbardziej. Przepraszam zatem wszystkich rodziców, którzy tego szczęścia w tym miesiącu nie  mają…Jeśli świadomość, że o nich wszystkich myślę i uronię kilka łez nie jest bez znaczenia, to niech wiedzą, że tak właśnie jest!

Dziś dla nas jest dobre, szczęśliwe, ale wiem, że szczęście może się odwrócić w każdej chwili…i nikomu tego nie życzę…

Więc jeżeli jesteście rodzicami chorego dziecka, a w tym miesiącu nie mieliście tyle szczęścia co ja, przepraszam, że wam je zabrałam. Jeśli jesteście rodzicami zdrowego dziecka, macie szczęście…

4 thoughts on “Trzy tony szczęścia…

  1. Ela Październik 19, 2013 / 9:19 pm

    …masz prawo, i to wielkie, być teraz szczęśliwą…

  2. Anonim Październik 22, 2013 / 5:08 pm

    Nawet nie wiesz, ile dają komuś takie wiadomości.
    Ciesz się! Wszyscy mamy prawo do radości. A szczególnie „matka walcząca”. Nie po to starania, żeby się nie ucieszyć.

    • aniukowepisadlo Październik 22, 2013 / 9:02 pm

      Dziękuję ci bardzo…cieszę się ile mogę chociaż już tam w głowie wiesz coś…takie…malutkie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s