Nie strzelać…

IMG_5465

Wpis ten powinien być oznaczony jakimś trójkątem, kluczykiem, czy innym kwadratem, który ostrzega czytających przez obrazami budzącymi silne emocje (głównie obrzydzenie) i opisuje wypaczone formy życia społecznego. Uprasza się o nieczytanie tego teksu z pełnym żołądkiem ze względu na opisy scen obrzydliwych właśnie.

Do łamania prawa zakazującego chodzenia z psem bez smyczy jestem już przyzwyczajona. Mam kilka przygotowanych odzywek o różnym natężeniu w zależności od stopnia agresji uwagi czyniącego. W ostatnich tygodniach jednak moja aktywność kryminalna w tej kwestii zmalała. Przygotowuję się do nabycia obywatelstwa kraju, w którym rzeczonego psa bez smyczy puszczam więc i muszę na chwilę zejść do podziemia. Ale, że amatorszczyzną jedzie ode mnie na kilometr, więc o błąd nie trudno.

Pojechałam z psem nad zatokę. Znaku, że psa na smyczy trzeba, umyślnie nie zauważyłam i zaparkowałam obok dwóch samochodów typu sedan. Wysiadam ja, szczęśliwy pies prawie wyskakuje prze zamknięte okno i słyszę ja ci taką uwagę: „teraz nam wszystkie ten pies wystraszy”. W tym momencie powinnam się była grzecznie zwinąć. Ale nie, nie byłabym sobą. Przeszłam obok otwartych okien zapewniając głośno psa, że to będzie wyborny spacer. Kątem oka zauważyłam, że oboje państwo w oknach mają na sobie odzież maskującą, a na bagażniku ponaklejane Donaldy Trumpy są. Czy to może wzbudziło mój niepokój? Nie! Aktualnie właśnie uczę się do egzaminu, że konstytucja gwarantuje Amerykanom prawo do zgromadzeń i do wyrażania opinii. To się ci dwoje zgromadzili i wyrażają swoją opinię na tematy polityczne oklejając tymi opiniami samochód. Nic mi do tego. Pies po kilku krokach postanawia się wypróżnić. Część wypróżnienia nastąpiła w krzakach czego nie byłam w stanie wygrzebać, a drugą część przywlekła na ścieżkę. Izzy je trawę. Trawy tej nie trawi więc trawa w kale się znajduje. Może mięśnie odbytnicze już nie te? Może trawę ciężko tyłkiem „uciąć”? Nie wiadomo. Kuca więc Izzy i się męczy wydalając trawę. Błaga mnie oczami o pomoc. Wyciągam więc jedyny worek na psie odchody jaki mam w kieszeni i zakładam na dłoń jak rękawicę. Uzbrojona w rękawicę, dusząc się podchodzącym coraz wyżej śniadaniem, wyciągam trawę z odbytu psa czym uszczęśliwiam zwierzę, które w euforii zostawia jeszcze kilka rozbryzgów stolca wokół. Z powodu braku worków na odchody oraz z powodu ich konsystencji, rozbryzgów nie zbieram – jeże też paskudzą i nikt po nich nie sprząta. Z załzawionymi oczyma, przełykając intensywnie ślinę, kontynuuję spacer i zapominam o całej sprawie. Wracam, patrzę, stoją dwie osoby. Jedna bardziej żeńska choć w kurtce męskiej – w kolorach ziemi, liści i kory, w nosie kolczyki – lekko licząc z pięć – kruczo czarne odrosty, przepalona słońcem i nikotyną twarz i papieros w dłoni. Druga osoba raczej męska choć nie za bardzo. Można rzec mniej żeńska. W jednobarwnym, szarym kombinezonie, w czapce na oczy. Również z papierosem. Męska osoba w dłoni trzyma wędkę. Żeńska trudny do określenia tobołek. Kłaniam się grzecznie państwu z rana. A państwo spluwa na parkingowy żwirek i tako rzecze…”Wiesz młoda („młodą” dopisałam dla podniesienia grozy w wypowiedzi…) że spisaliśmy twoje numery rejestracyjne?”. Pytam grzecznie z jakiego powodu tak się fatygowali. Oni na to, że „bo pies nawalił na ścieżkę uczęszczaną”. Widzieli przez lornetkę. Ło jak się we mnie zagotowało i już miałam wyjechać z odzywką numer pięć, że ich pety rozkładają się kilka lat na żwirze, a kupa Izzy w porywach do tygodnia, że pomagałam psu z problemami z wypróżnieniem, że pewnie i tak tego nie zrozumieją, bo mają zgoła inne zamiary co do zwierząt, że odrosty postarzają, a Trump jest głupi. Ale przypomniały mi się statystyki. W Stanach odnotowuje się ponad 12,000 zabójstw z broni palnej rocznie. Dziennie (słownie DZIENNIE!)  w strzelaninach ginie 91 mieszkańców Stanów Zjednoczonych, około sześćdziesiąt przypadków to samobójstwa, dwadzieścia to porachunki gangów i handlarzy narkotyków, a około dziesięciu to zbrodnie w afekcie. I tak patrzę na tę parę, wzburzenie zdecydowanie jest, co w tobołku – nie wiem. Co jak oni są tymi dziesięcioma co w afekcie? Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia w życiu. Podziękowałam za poinformowanie mnie o spisaniu numerów rejestracyjnych i dodałam, że na policję poczekam w domu.

Dom ogarnęłam, wodę na kawę wstawiłam, ciasto cukrem pudrem poprószyłam, a policji jak nie ma, tak nie ma.

 

2 thoughts on “Nie strzelać…

  1. Ela Maj 11, 2016 / 2:16 pm

    Dzieki za Twoje teksty!Bardzo lubie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s