Wesołych…

fullsizerender-1

Trzymałam się jakoś. W końcu nie pierwszy raz będę z daleka od domu. Zamknęłam się na fejsbukowy świat co by mi lampkami choinkowymi po oczach nie dawał. Żeby czymś łeb zająć, dołożyłam sobie dwa projekty w pracy, zrobiłam przedświąteczną imprezę dla watahy nauczycieli i adoptowałam kota. Kot okazał się wielce wymagającym stworzeniem, powadził się z psem i dostał kataru. Projekt okazał się czubkiem góry lodowej projektów i cała góra moja, a że nie lubię amerykańskiego imprezowania z plastikowymi sztućcami, humusem z pudełka i ciasteczkami z układem okresowym pierwiastków to aż urlop z racji przygotowań wzięłam. Wszystko o dupę rozbić. Z wdzięczności za polską nadgościnność dostałam od przybyłych książkę. Książka emigrantki, Beaty Zatorskiej, Sugared Orange to historie i przepisy kulinarne z zimowej Polski. Przepisy, przepisami, bo ze mnie taka kucharka jak z koziej dupy trąbka, ale historie…jakie piękne, jakie szaro-bure choć białe od śniegu, pachnące kapustą, sianem pod wigilijnym stołem i spalanym węglem i śmieciami z całego dnia… Na pierwszej stronie Juliusz Słowacki i Zofia Bobrówna i jak stałam, tak czytałam, a jak czytałam, tak płakałam. Ale tylko w środku, ale tylko do wewnątrz, bo dzielną trzeba być, radę sobie dawać, psa nakarmić, podłogę zmyć, święta za pasem, a roboty huk przecież!

Historie wszystkie przeczytałam jednym tchem. O przygotowaniach do świąt, o roratach, o Mikołaju, o wigilii… Nie musiałam długo szperać w pamięci żeby odnaleźć swoje. Przypomniały mi się roraty, na które trzeba było biegać, bo księża mieli subtelny sposób kontroli obecności – rozdawanie obecnym puzzli, które na koniec tworzyły obrazek, który to odmalowany brał udział w konkursie kościelno-plastycznym. Nie ma to jednak jak znajomości. Koledzy ze szkolnej ławy dorabiający wieczorami jako ministranci sklejali śliną dwa obrazki i rozdawali obecnym, a ci zaś rozprowadzali rano w szkole za zadanie domowe czy obietnicę małżeństwa. Godnym tego zaszczytu dawano na nocleg ceramicznego Jezusa w skali jeden do dwóch. Nachodziłam się ja na te roraty zanim dostałam Jezusa do domu. Żeby mu osłodzić żywot i zatrzeć wspomnienia stajenki lichej, Jezus spał na miękkim fotelu owinięty kocami, ale i koce nie pomogły jak jakimś cudem spadł i się mu palec, którym niebiosa wskazywał, ułamał. Butaprenem podpięliśmy i ręka boska jak nowa.

Naszą tradycją w wigilijne przedpołudnie było jeżdżenie po wsi z opłatkiem. Mama pakowała nas do malucha i za głośnym nie-przyzwoleniem babci, która zostawała z całą robotą sama, włóczyliśmy się po rodzinie. A to u cioci Halinki kapusty się spróbowało, a tu u cioci Hani sernika. Bardzo lubiłam to jeżdżenie. Wszyscy w takim niepotrzebnym biegu, bo wiadomo, że wszystko już gotowe, posprzątane, upieczone, ale jeszcze, a to śliwkę do kompotu dorzucić, a to rybie płetwę dosmażyć. Wszyscy biegający, choć już odświętnie biegający – była chwila żeby usiąść, kawę wypić, pogadać i bulgoczących potraw wigilijnych popróbować.

W wigilię w naszym domu było zawsze tłocznie, gwarnie i pachnąco pysznym jedzeniem. Przed kolacją wieczna nerwówka…bo pierogi się rozlatują, bo kapusta niedoprawiona, bo dziadek poszedł się z krowami opłatkiem podzielić i zniknął, bo wujek Heniek jeszcze pod Katowicami, a tu gwiazdka już na niebie, wszystko stygnie i czas zaczynać. Wpychamy siano pod obrus przewracając dekorację i świece. Wyjącego Jaśka w białą koszulę trzeba wbić, prezenty pod choinkę teleportować i nauczyć Chrisa modlitwy naprędce. A potem nagle wszyscy są, stają przy stole, robi się cicho, spokojnie i całą gębą świątecznie…

Nie mam do kogo pojechać w wigilię. Opłatkiem podzielę się z moimi japońskimi uczniami, którzy połamią sobie języki na „wesołych świąt” a kapustę wigilijną kupiłam w słoiku w polskim sklepiku. Kapusta wigilijna w słoiku ze sklepu brzmi jak epitet sprzeczny, smutny oksymoron… Pogadam z całą rodziną sześć godzin wcześniej niż bym chciała, odpiszę (albo i nie, bo nie trawię smsów z życzeniami) na świąteczne smsy i usiądziemy przy świątecznym stole kiedy wszyscy, z którymi chciałabym spędzać święta, będą już spać, a co wytrwalsi wybierać się będą na pasterkę. I jak zwykle zrobię wszystko żeby było jak w Polsce, jak w domu. Będę nerwowa, że pierogi mi nie wyjdą, ciasto nie wyrośnie, nakrzyczę na dzieci że guzdrają się z nakrywaniem stołu i że koszula niewyprasowana, a sukienka niewystarczająco odświętna. I jak zwykle będzie pięknie, w miarę świątecznie, wystarczająco rodzinnie. I trzeci raz z kolei będę miała nadzieję, że to już ostatnie moje święta z dala od swoich.

Trochę smutno i trochę sentymentalnie, ale za to prawdziwie… składam wszystkim tutaj zaglądającym wesołych i pogodnych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, tych widzianych na co dzień i nie widzianych od lat.

img_6953

(część obsady (Hania i Jaś) amatorskich jasełek zorganizowanych przez cztery polskie rodziny, Garmisch-Partenkirchen, 2007)

 

8 thoughts on “Wesołych…

  1. Sylaba Grudzień 19, 2016 / 3:06 am

    Ano wesołych, dzielnych, zaoceanicznych świąt! 🙂 A o jasełkach toś mi przypomniała historyjkę, że cacy… I wiesz ci co? Święta są, za chwilę nie ma. Trzymam kciuki, żeby były łagodne we wspomnienia.

  2. Anka Grudzień 19, 2016 / 6:33 am

    U nas ta nerwowość Wigilijna i przed wigilijna nazywa się „Duch Świąt” i jak przyjdzie to nie zawsze jest przyjemnie 😉. Awantura gotowa. Pozdrawiam ciepło życząc Wesołych Świąt i spokoju przygotowań.

    • aniukowepisadlo Grudzień 22, 2016 / 9:37 pm

      Duch Świąt powiadasz? U mnie czasem i widma i upiory świąteczne :-)…

  3. Storyland14 Grudzień 19, 2016 / 6:44 pm

    Oj i mi się zakręciła łezka w oku, już od dość dawna spędzam święta za granicą i lubię to moje świętowanie tu we własnym spokoju. Życzę Ci radości w sercu i niech dobre wspomnienia dodają Ci otuchy na nowy,pełen wyzwań rok.

    • aniukowepisadlo Grudzień 22, 2016 / 9:38 pm

      Dziękuję i tobie życzę tego samego…Mnie jakoś w tym roku ckni się bardziej…na starość się sentymentalna robię chyba :-)…

  4. 5000lib Grudzień 23, 2016 / 1:03 am

    Zdrowia, Bliskości ważnych dla Was Ludzi, którzy mądrym słowem i gestem pozwalają wzrastać. Pięknych, radosnych chwil na każdy dzień 2017 roku. Spokoju, i tego by najważniejsze zawsze mogło pozostać najważniejsze. Radości z realizacji powziętych planów.
    Serdeczności!

  5. M. Grudzień 23, 2016 / 7:55 pm

    Piękny tekst, wzruszający…

    Sms-a nie wyślę, skoro nie lubisz… Ty wiesz, że Cię kocham i z całego serca życzę samych dobrych chwil! Całuję mocno!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s