New York state of mind

Wchodzę do samochodu a Chris: „No opowiadaj, jak było?” No to opowiadam…

Było bardzo pozytywnie…Jeśli chodzi o orgazm wzrokowy to trudno jest mi dogodzić – mieszkam w końcu w Garmisch. Ale było blisko i to dwa razy w ciągu jednego tygodnia…rzadko się zdarza…Audialny orgazm i owszem, jeden i to bardzo porządny. Ale od początku.

Na lotnisku amerykańskim cicho i spokojnie, kulturalnie i w atmosferze najwyższego odprężenia. Z trzęsącymi się rękami pełnymi paszportów, wojskowych legitymacji, zapieczętowanych kopert i zdjęć rentgenowskich podchodzę do okienka i jąkam się, że ja tutaj w sprawie karty zielonej czy jakiego tam koloru kartę mi dacie a pan na to, żeby za nim pójść do ciemnicy jakiejś. W ciemnicy czekałam pięć minut na pana, który kazał coś podpisać, miło się uśmiechnął i pożegnał! No i mam kartę zieloną i jestem w połowie drogi żeby zostać prawowitą obywatelką Stanów Zjednoczonych. Och, jak fajnie będzie…

Dwa całe dni spędziłyśmy w Nowym Jorku i rzeczywiście jest coś w tym co mówią o tym mieście, że każdy się w nim zakochuje. Coś jest w tym mieście, może to, że nie ma niskich budynków, że wszystko jest bardzo wysoko, podniesione, trochę unoszące się nad ziemią. Przy takim ogromie ludzi i samochodów, Nowy Jork wydawał mi się taki przestronny i jakiś „wywietrzony”. No i ten kolor…totalnie jesiennie w kolorach ceglanych, ciepłych brązach i beżach. Z jesiennymi, kolorowymi drzewami i w świetle ciepłego słoneczka Nowy Jork wyglądał cudownie!

Odwiedziliśmy pomnik poświęcony ofiarom 9/11. To w sumie nie pomnik a park z budującym się muzeum i dwoma pomnikami w miejscu gdzie stały wieże. Podobał mi się symbolizm tego miejsca. To dwie wielkie dziury, jakby kratery do których spływa woda a pośrodku jeszcze jeden mniejszy dół, gdzie spływająca woda spływała jeszcze niżej…znikała…Wokół tablice z nazwiskami a wśród nich kilka takich: „imię i nazwisko oraz jej nienarodzone dziecko.” Poruszające.

Orgazm słuchowy przeżyłam na Broadwayu. Już kilka razy od przyjazdu obudziłam się w nocy z wywracającym bebechy głosem w moim niedospanym łbie. „Defying gravity” – sztandarowy hit musicalu Wicked, słyszałam wiele razy w różnym wykonaniu ale to co się działo w gardle tej kobietki przechodzi ludzkie pojęcie. Scenografia, stroje i aktorstwo – czad ale to może dlatego, że nie byłam w teatrze strasznie dawno ale głosy…uwielbiamy muzykę i słuchamy różnych różności ale takiego czegoś moje uszy nie słyszały jeszcze nigdy.

No i zakupy…totalnie inny świat konsumencki. Pewnie po kilku miesiącach by się przejadło ale byłam pod wrażeniem. Mój iPod Touch lekko niedomaga, w Monachium kazali mi wypełniać jakieś papierki, wysłać chory sprzęt i może się naprawi a może nie a może dostanę nowy ale pod stu pięćdziesięcioma warunkami. Wchodzę do sklepu Jabłuszkowego z niedomagającym iPodem, po dwóch minutach podchodzi do mnie iGenius (serio, tak się nazywają mądralińskie kujonki z iPadami w ręce), ja mówię, że się nie ładuje a ona na to, żeby usiąść i poczekać. Po chwili przynosi nowiutki iPodzik i życzy miłego dnia! W GAPie wszystko na kupce 25% off nad kupką jest napisane, że wszystko jeszcze 25% off, podchodzę do kasy a przemiły pan, że dzisiaj jeszcze dodatkowe 40%…czad! Wiem, że pewnie koszt wyprodukowania tej koszulki w Bangladeszu jest jeszcze z 50% niższy ale przemawia przeze mnie totalnie próżny konsument, tęskniąca za czymś innym niż H&M w Garmisch ofiara wczesnego bezmodzia. Sobie nie kupiłam nic bo jednak wierna jestem brytyjskiemu Boden ale dzieci mają ciuchy na następny rok za bardzo przyzwoite pieniądze.

No to tyle jak na pierwszy raz…

A tak żeby nie zamącić wam mózgu tym Nowym Jorkiem to z aktualności…łazimy sobie po górach w sobotę i rozmawiamy o czasownikach zwrotnych w różnych językach i o słowotwórstwie. Weźmy na przykład taki „automatisch.” Wszyscy wiedzą co to znaczy ale może jednak „automatisch” to automatyczny Tisch albo, jak wymyśliła Kasia, automat do stołów…fajna zabawa. Nie wiem jak doszliśmy do sadomasochizmu (w znaczeniu potocznych nie seksualnym) i Jasiek tak się zastanawia kto to taki i za chwilę mówi: „aaaa to taki self-sufferist, tak?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s