Narciarski prysznic

Screen Shot 2013-12-09 at 16.16.21

Taki prysznic na przykład…dla ludzi, którzy nie zostali pobłogosławieni rodzicielstwem taki prysznic to zwyczajna, codzienna przyjemność, czasem nawet obowiązek lub coś na co tacy szczęśliwcy nie zwracają większej uwagi. Z cichego pokoju, z uporządkowanej kuchni, pachnącej egzotycznymi potrawami, z sypialni w bielach i beżach wchodzą do łazienki. Wchodzą spokojnie, pewnym krokiem, nie skradają się cichaczem oglądając się za siebie w obawie, że za nimi kilka par wielkich oczu zagląda i tylko czeka na ciche tyknięcie zamykanych drzwi. Nie wiedzą ci szczęśliwcy jak to jest w stresie polać się pianką do golenia zamiast mydłem, ogolić rękę zamiast nogi i zmyć makijaż pastą do zębów. A i tak, z doświadczenia i z badań statystycznych wynika, że prysznic to dopiero drugi po załatwianiu swoich potrzeb fizjologicznych najbardziej atrakcyjny czas dla spragnionych uwagi swoich rodziców dzieci. Wydawać by się mogło, że z wiekiem i z przyrostem szarych komórek, takie naloty łazienkowe stają się rzadsze. Wydawać by się mogło, że nastolatki, które same dopominają się głośno i wyraźnie prywatności, będę w stanie zrozumieć, a w porywach może nawet odwzajemnić, potrzebę prywatność łazienkowej. No nie… Dzieci, jakby nie było z mojej osobistej macicy wylazły i wiele im można wybaczyć, ale żeby chłop świeżo po pięćdziesiątce, broniący jak lew swojej „private space” Amerykanin nie poszanował zamkniętych drzwi do łazienki to nie wiem…w łbach się poprzewracało!

Ale zanim o prysznicu, to słówko jeszcze o poletnim, rodzinnym zaniku komórek mózgowych. Komórek mózgowych odpowiedzialnych za funkcjonowanie zimowe, a szczególnie za poczynania związane z pierwszym wyjściem na narty!  Nie wiem czy tylko w mojej rodzinie jest tak, że po lecie nikt nie pamięta, że zimą nosimy rękawiczki, że jest ich zazwyczaj dwie, tak do pary, żeby pasowało do liczby rąk na przykład? Że jak na narty jedziemy, to i narty trzeba zabrać, żeby było łatwiej zapamiętać, też każdy ma po dwie, a snowboard jest jeden, na obie nogi, tak dla kontrastu. Piątek wieczór, wszystko ustalone – Chris z dziećmi jedzie rano na narty do Austrii, przeziębiona matka zostaje i haruje…to znaczy, leczy się w domu. W delirium gorączkowym wymyśliłam sobie, że wezmę gorący prysznic, zrelaksuję się i pójdę wcześniej spać, a prawie dorosłe już dzieci i na pewno dorosły już mąż przygotują wszystko na narty. Żeby nie było, że tak im w ciemno ufam…tydzień wcześniej robiliśmy ćwiczenia poligonowe w temacie narty i snowboard. Podstawy takie…gdzie od pięciu lat trzymamy kaski? Ile kasków należy na głowę założyć? Że buty snowboardowe nie wepną się we wiązania nart, że jeansy się nie nadają, a okulary słoneczne nie zastąpią gogli.  No więc stoję, jak mnie Bóg stworzył pod prysznicem naiwnie myśląc, że tym razem, wyjątkowo mi się uda, a tu wpada jedno dziecko z rajstopami w kolorze grafitowym. Mówi, że nie chce, bo chłopcy w rajstopach nie chodzą, kalesony i inne rodzaju takiego też nie, bo cisną w butach, mówi, że bez. Gdyby to się nie zdarzało co roku, od pięciu lat, może i pokusiłabym się o jakieś wytłumaczenie. Zamiast tego, pokazałam palcem drzwi. Ciepła woda rozgrzewa moje plecy i jest mi bardzo przyjemnie. Wpada druga znajoma gęba…że kolor bluzy nie pasuje do koloru kurtki. Ale kurtka przecież będzie zapięta po szyję, bo zima jest – no tak, dochodzi do nastoletniej głowy. Głowa i reszta ciała wychodzą. Nagle zamiast przyjemniej, ciepłej wody dostaje lodem w ciekłej postaci po plerach. Chris zmywa a jak zmywa w kuchni to woda w łazience zmienia temperaturę…na ujemną! Nie będę drobiazgowa, pomyślałam, zacisnę zęby i poczekam jak umyje ten cholerny garnek! Znów wrzątek na klatę, znaczy, że wyciera garnek, mam chwilę przed myciem kolejnego! Włazi znowu głowa w kasku i goglach i mówi, że głupio trochę, że kask czarny a gogle białe. Mówię, że super jest, a głowa na to, że przymierzy te z poprzedniego roku, dokładnie te same, które podczas ćwiczeń poligonowych były za duże i za czarne. Zamykam oczy i…dostaję strumieniem zimnej wody po twarzy. Drugi garnek się myje…zastanawiam się co było na obiad i w ilu garnkach gotowałam. Odsuwam się spod strumienia i czekam. Wchodzi chłopczyna powiedzieć, że buty narciarskie są za duże. A skarpety ciepłe włożyłeś człowieku? Nie! Wychodzi po skarpety. Odliczam do dziesięciu…ciepła woda jest! Czekam aż pojawi się kolejna głowa w drzwiach  w czapce, w kasku, w koronie… Nikogo nie ma. Ostrożnie, z pewną dozą niepewności sięgam po mydło i nieśmiało zaczynam delektować się czymś tak zwykłym jak prysznic. W łazience parówka, jest ciepło i przyjemnie. Nagle otwierają się drzwi, cała para natychmiast ucieka z łazienki i wsuwa się wielka głowa w jeszcze większym, czarnym kasku i goglami na połowie twarzy. „Aniukha (taką mam ksywkę w domu), gdzie moje kalesony na narty?”

6 thoughts on “Narciarski prysznic

  1. BeaSJ Grudzień 10, 2013 / 6:03 pm

    Love it!! Ale zabrałas mi nadzieje na poprawę mojej egzystencji z czasem….. Trza sie bedzie od nadziei odczepić i rozmilowac w takim stanie rzeczy jaki jest na najbliższe naście lat conajmniej :)…… Ech …..

    • aniukowepisadlo Grudzień 11, 2013 / 12:23 pm

      Beata, ja też przesuwam tę na nadzieję na „lepsze” z roku na rok…teraz mam zamiar wydać Kasię za mąż jak tylko skończy 15 lat… 🙂

  2. Ela Grudzień 10, 2013 / 10:46 pm

    No mi też odebrało nadzieję… Pewnie jedne fakty zmienią na inne.. Teraz to wchodzisz na pewniaka do pokoju – łomocze cos pod nogami, zahaczasz o inne łokciem, wszystko niespodziewane… Idziesz sobie albo gorzej: nalewasz sobie coś do kubka – nagle ci gaśnie światło i ….Wchodzisz do pokoju i widzisz różnorakie rzeczy o konkretnym przeznaczeniu, które zmieniły w rękach dziecka to przeznaczenie na zupełnie nieprzewidziane: szkody raczej nieodwracalne.
    Niby się zaczynam przyzwyczajac do nieprzewidywalnego, ale czy ja wiem. To chyba niemożliwe, żeby się przyzwyczaić.
    Burzenie schematów wypracowanych w głowie przez lat dziesiąt!
    I najgorsze jest to wtedy, kiedy mam katar i zapchane zatoki…

    • aniukowepisadlo Grudzień 11, 2013 / 12:30 pm

      Ela, myślę, że nie ma co się przyzwaczajać bo wtedy tracimy czujność…i ani się nie obejrzysz a w coś wleziesz albo o coś się potkniesz :-)!

  3. Dorota Grudzień 11, 2013 / 10:54 pm

    ROFL jak by pewnie napisały nasze córki. Ja od 16 lat prywatności nie mam i pomyśleć, że jej nie odzyskam przez conajmniej kolejnych 15 lat …
    A pytania typu – Mamo, gdzie jest …? doprowadzają mnie do szału!!!

    • aniukowepisadlo Grudzień 11, 2013 / 11:10 pm

      Tak się NIE cieszę, że nie jestem sama! A ty to się rzeczywiście urządziłaś…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s