Janek w tarapatach…

IMG_3512_2_2

Janek wiedzie nierzucające się w oczy życie. Mało spostrzegawczy mieszkaniec naszego domu, czy gość przejezdny nawet nie zauważyłby obecność Janka. Sam się sobą zajmie, nakarmi się sam, higienę osobistą utrzyma, teorię względności Einsteina cichaczem przeczyta, gazetę niepostrzeżenie napisze, pogra w tajemnicy w koszykówkę, boczkiem nauczy się sterować jachtem i nic nikomu nie mówiąc zajmuje pierwsze miejsce w szkolnej olimpiadzie geograficznej. I taki mało wydarzony rodzic jak ja traci Janka z radaru, przestaje być czujny i pozwala zdrzemnąć się zmysłom swym rodzicielskim. Na szczęście Janek, w obawie, że się rodzicielsko zupełnie stępimy, odstawia jakąś konkretną szopkę od czasu do czasu.

Jak wtedy, na przykład, kiedy z jego powodu zamknięto na kilka minut całą bazę wojskową w Grafenwoehr. Łaził za mną po sklepie kwiląc słodko: „mogę to, mamo?”. Ja na to, że nie. Mogę to? Nie! A to? Nie! A to? Nie! Kontakt audialny był. Do czasu kiedy kontakt się urwał. Kilka minut bezskutecznych poszukiwań, kilka moich pół-omdleń, żandarmeria wojskowa zawiadomiona, wszystkie bramy zamknięte, wszystkie samochody wyjeżdżające sprawdzane. A Janek siedzi w kącie sklepu z zabawkami i pakuje po kieszeniach Playmobilowe ludziki.

Na przykład wtedy kiedy dostaliśmy telefon od żandarmerii (tak, znów policja!!), że dwóch nagusieńkich sześciolatków biega po bazie i jeden mówi, że ma takie samo nazwisko jak ja. Zwiali z placu zabaw. Ubrania zostawili w piaskownicy.

Albo wtedy kiedy chciałam zrobić dobre pierwsze wrażenie na gronie pedagogicznym i rodzicach pierwszoklasistów. Pierwszego dnia szkoły dzieci miały przynieść rysunek w temacie wakacyjnym. Byliśmy w Warszawie, Krakowie, na wsi, chodziliśmy po górach, smażyliśmy się na włoskiej plaży. Janek powinien być artystycznie przeinspirowany. Rysunku w domu nie sprawdziłam. Niech mnie zaskoczy. No i zaskoczył. Na rysunku, o którym dumnie opowiadał przed zdębiałymi rodzicami była skarpa i jakiś akwen wodny. W akwenie pijany w sztok Bawarczyk, martwy niestety. Między skarpą a akwenem, niesiony halnym, kolejny Bawarczyk, który za chwilę podzieli los pierwszego. Na skarpie ostatni, z nieproporcjonalnie wielkim kuflem piwa w dłoni. „A ten będzie ich ratował, tak?” – pyta z nadzieją w głosie, patrząc na mnie ukradkiem, nauczycielka. „Nie, jak wypije to też skoczy” – oznajmia autor obrazka . Aha! I ważny szczegół, wszyscy trzej mieli pod pachą szkockie dudy. Nawet ten martwy.

Janek rysować już nie lubi, nawet na plaży trudno go przekonać żeby zdjął koszulkę i jest pod ciągłym nadzorem telefonicznym. Poza tym, jest już starszy i głupoty mu nie w głowie.

Jesteśmy w poczekalni małego lotniska z okazji podarowanego mi, krajoznawczego lotu helikopterem. Lot trwał piętnaście minut. Pierwsze dwie podziwiałam widoki. Trzynaście kolejnych minut powstrzymywałam wymioty, bo bujało. Po wyjściu z helikoptera, zwymiotowała i podziękowałam za prezent. Janek grzebie w telefonie. W biurze obok słychać rozmowę.

– Szkielet dinozaura? A skąd to? To ty?

– Nie, myślałem, że to ty…

– Coś nie tak z naszą drukarką.

Spoglądam na Janka. Jego podejrzany uśmiech wymaga mojej interwencji. Zaciągam go w kąt, latarką po oczach, grożę cięciem racji żywieniowych. Złamał się, ale dopiero pod groźbą całkowitego zakazu konsumpcji truskawek. W miejscach publicznego oczekiwania Janek wyszukuje podłączonej do WiFi drukarki i na tę drukarkę wysyła zdjęcie. Zdjęcie, swojego autorstwa na szczęście, szkieletu dinozaura z muzeum w Denver. Z kiepsko ukrywaną dumą przyznaje, że udało mu się już w kilku miejscach. Co mi tam żandarmeria? Ja teraz na FBI czekam…

Miłość do truskawek i kawałek lata starokrzepickiego

 

 

 

3 thoughts on “Janek w tarapatach…

  1. Ela Styczeń 18, 2016 / 9:42 pm

    🙂 fajny jest!!! ta iskierka w oczach się realizuje 😉 a WIFI to kanał jednak, można się przestraszyć… teraz dopiero wiem, jak działąją modociani żartownisie…

  2. Ania z Osobiedlamnie Styczeń 24, 2016 / 1:29 pm

    A my właśnie z wyżej wymienionych powodów zrezygnowaliśmy z imienia Szymon dla nowonarodzonego…na rzecz Jana, co miał okazać się kiedyś rozważnym i roztropnym. Janko nasz może i będzie kiedyś rozważnym i roztropnym. Na dane chwile jego czwartego i trochę roku życia, nie zdążam uchronić go przed zderzeniem z rozpędzoną oponą mega big wielką i jej pasażerką i jej niemocą, na ośnieżonym stoku, przez co podskakuje jego ciałko 14stokilowe i spada koszmarnie twarzą do dołu. A w nocy było minus 15, więc spotkanie z ubitym śniegiem do bezkompromisowych należało. Więc widzę teraz zagrożenie czyhające na niego i moje serce w stanie przedzawałowym z każdej strony. I zaczynam w takim razie obawiać się jego zdolności, gdy udostępnimy mu urządzenia mobilne. Na lotniska się – póki co – nie wybieramy…
    szczerze uwielbiająca Twoje pisanie – Ania, mama Janka:)

    • aniukowepisadlo Styczeń 25, 2016 / 1:20 pm

      Aniu, było popytać o to imię zanim je daliście :-)…Z Jankami trzeba być cały czas w pogotowiu, nie można dać się nabrać na chwilowy spokój i brak wydarzeń. Jak tylko uśpisz uwagę, wtedy Janki zabierają się za psoty. Plus tego taki, że my, mamy Janków, mamy bardzo wyostrzone zmysły, oczy dookoła głowy i uszy nastawione :-)! Chwała nam – mamom Janków!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s