Wracam po lecie…

IMG_6590

 

Kolejne lato prawie za nami. Pogoda na to zupełnie nie wskazuje (temperatura odczuwalna dzisiaj – plus 43 stopnie). To raczej liczne maile ze szkoły wskazują, papiery w skrzynce pocztowej do podpisania, listy, wnioski, podania i instrukcje. To raczej sklepy pełne dyń, puchowych kurtek i świeczek o zapachu indyka w śliwkach. To raczej kalendarz wskazuje na lata koniec. Niestety…

Ameryka do gusty mi nie przypada. Czym bardziej czuję się tutaj jak w domu, tym bardziej ten dom mi nie odpowiada i tym bardziej czekam na wyprowadzkę. I nie, nie wszystko jest do kitu. To jest naprawdę fajne miejsce. Uwielbiam otwartych, ciekawych ludzi i możliwości jakie daje ten kraj. Ale to nie jest moja bajka. Ja chcę do domu, do Europy. Jesienią chcę, wiosną chcę, zimą chcę najbardziej. A latem nie chcę! Bardzo nie chcę! Lato w Rhode Island to trzymiesięczna, nieprzerwana beztroska. I żeby nie było, chodzę do pracy, z wyjątkiem dwutygodniowego urlopu, codziennie, nie mam sprzątaczki ani kucharza, ani ogrodnika. Mam dwoje nastolatków w domu, zapalenie zatok co dwa tygodnie i sama depiluję sobie nogi. Ale i tak jest beztrosko.

Latem wszyscy nabierają innego tempa. Wszystko jest wolniejsze, opalone, wyluzowane, z piaskiem w majtkach i drinkiem w dłoni. Żywię się głównie wodą z cytryną i mięta. Zrobiłam się totalnie amerykańska i nie rozstaję się z kubkiem termicznym. Nawadniam się co kilka minut. Jem najsłodsze pod słońcem arbuzy i homary za 20 zeta. Kupuję pudełko mozzarelli, siadam pod krzakiem swoich pomidorów, obok doniczki z bazylią i jem. Wstaję po piątej i idę z psem na spacer. W parku jest cicho, rosa prawie paruje, podczas odpływu białe, dostojne czaple dosypiają jeszcze stojąc w czarnym, odpływowym błocie, Izzy goni wyrwane ze snu zające, a ja popijam pierwszą kawę.

W samochodzie, w pościeli, w książkach, we włosach, w wypracowaniach moich uczniów, wszędzie jest piasek. I już nie przeszkadza mi, nie mierzi. Uwielbiam! To taki znak, że jest lato i że mieszkamy nad oceanem. Obawiam się trochę o pralkę – nie jestem pewna ile piachu może taka znieść. Nigdy przedtem nie mieliśmy tylu kostiumów kąpielowych, bikini, spodenek do pływania. Mamy takie pod kolor klapek, w zależności od natężenia słońca, kierunku wiatru i nachylenia plaży. Desek do pływania nie wyciągamy z samochodu, kajaki stoją pod drzwiami a kamizelki ratunkowe suszą się na płocie.

Uwielbiam ogniska w naszym ogródku z piankami znad ognia i polepionymi później spodniami, krzesłami i psami sąsiadów. Uwielbiam koncerty na ulicy, ulicznych grajków w Bostonie, sztuczne ognie i pikniki. Przestałam już nawet robić zdjęcia wyprzedzającym mnie na Harleyach parom w wieku i posturze raczej nie motorowej, w krótkich gatkach, z wielkim, owłosionym brzuchem na wierzchu, w poniemieckich kaskach i z wielką flagą amerykańską. Kicz nad kiczami. Uśmiecham się…

I wszystko jedno czy zostajemy tutaj jeszcze na krótko, czy na długo i wszystko jedno dokąd się przeprowadzimy, lato w Rhode Island jest i będzie moim ulubionym latem. I wrócę tutaj skądkolwiek będzie trzeba i pójdę na moją ulubioną plażę i siądę na piasku i w ocean będę się gapić. Długo…

 

6 thoughts on “Wracam po lecie…

  1. dee4di Sierpień 15, 2016 / 9:32 am

    Teraz mnie się tak uroczo i beztrosko zrobiło. Tak cudownie płynęła twoja historia

    • aniukowepisadlo Sierpień 16, 2016 / 3:39 am

      To chyba dobrze, że sprawiam, że się uroczo robi? I niech tak zostanie…:-)

  2. Ania z Osobiedlamnie Sierpień 15, 2016 / 10:28 am

    No tak to wszystko opisalas, że jeszcze mnie tam nie było a już tęsknię… Piasek i ocean. Dla mnie to jak kadry z filmów. Mocno amerykańskich. Ale bez tego specyficznego kiczu nie byłoby to wszystko sobą, straciloby na uroku. My tu na wsi polskiej, do której nie do końca się mogę przyzwyczaić, też mamy osobliwości, dziwności i kicz. Ale dobrze mi tu, bo nadal świat mój własny mogę lepić po mojemu. Bo z moimi. I piaskiem z piaskownicy😊

    • aniukowepisadlo Sierpień 16, 2016 / 3:41 am

      No właśnie…fajnie jest lepić świat po swojemu, najfajniej ze swoimi. I tych mi tu trochę brak…

  3. Kasia w Krainie Deszczowców Sierpień 15, 2016 / 5:40 pm

    Najpiekniejsze jest to, ze w kazdym miejscu znajdujesz cos swojego, co potrafisz pokochac. Los nas Nomadow..piekny, sentymentalny, z tesknotami I wspomnieniami.

    • aniukowepisadlo Sierpień 16, 2016 / 3:43 am

      Racja Kasiu, nasze życie jest czasem tak przepełnione obrazami, obserwacjami innego życia, miejscami, zapachami i smakami, że starczyłoby za kilka żyć. I to najbardziej kocham właśnie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s