Wybory 2016…

 

fullsizerender

Tyle się dzieje u was, a ty milczysz? – napisałam do mnie Europa – Nie masz zdania na ten temat czy co? Oj zdanie to ja mam, dość konkretne nawet. Zastanawiałam się tylko jak bardzo powinno mi zależeć na pisaniu o tym. Mnie, która polityki nie rozumie i rozumieć nie ma ochoty. Dopiero co paszport odebrała, a już się szarogęsi z opiniami i poglądami na temat. Ale jak się zastanowić to przecież mieszkam w tym właśnie kraju, podatki z mojej ciężko zarobionej pensji odciągane są na tutejsze szkoły, leczenie, drogi i obronę kraju przez nieznanym jeszcze najeźdźcą. Moje dzieci jeśli są gejami to właśnie w tym kraju muszą się odnaleźć, jeśli ożenią się z Meksykańskim emigrantem-gwałcicielem, albo wyjdą za mąż za muzułmańskiego terrorystę to pewnie poznają go właśnie tutaj. Jest więc powód żeby opinię mieć. Ale zanim o mojej opinii, słówko o atmosferze.

Piszę o okołowyborczej atmosferze, bo ta była dla mnie zupełnie czymś nowym. Od kiedy zaczęła się kampania wyborcza do tronu prezydenta Stanów Zjednoczonych, w mediach robiło się coraz goręcej. Wszystko kręciło się wokół kandydatów. Wiadomości, komentarze polityczne, propaganda reklamowa, programy satyryczne i czasem nawet seriale. No ale od tego media w końcu są. Później temat wyborów prezydenckich wpełzł na salony i do kuchni, i na ogródkowe grille, i na imprezy urodzinowe, spotkania przypadkowe, na siłownię, do fryzjera i na mecz koszykówki. Na początku było spokojnie. Ktoś naklejkę na samochód przykleił, ktoś inny się uśmiechnął pod nosem i wyprzedził płynnie z prawej. Ktoś powiedział, że będzie głosował na jednego kandydata, ktoś inny się odwrócił i delikatnie zamykając za sobą drzwi wyszedł. Z biegiem czasu i z galopem kampanii było coraz gorzej. Brakowało samochodu na naklejki wychwalające jednego kandydata, a poniewierające drugiego. Ogródki przystrojone zostały dziesiątkami tabliczek z wytycznymi na kogo głosować. Nocami, rowerowa opozycja napadała na owe ogródki i zbierała tabliczki tylko po to aby rano ze zdumienia przecierać oczy na widok nowych, większych i bardziej krzyczących tabliczek. Fejsbuk stał sceną kampanii wyborczej. Co rusz ktoś wrzucił coś arcyśmiesznego na temat kontrkandydata. Co rusz ktoś to polubił pięćset razy i podał dalej. Na tym etapie niebezpieczne stawało się mówienie głośno o swych preferencjach. Szczególnie jeśli miało się zamiar głosować na nieodpowiedniego w danym towarzystwie kandydata. Co wrażliwszym podnosiło się ciśnienie krwi, wychodzili głośno trzaskając drzwiami, czy odmawiali wspólnych posiłków.

Moje ciało pedagogiczne dość szybko podzieliło się na dwa obozy, z których jeden był większy i bardziej żeński, drugi…no cóż, po prostu był. Stosunki do wyborów pozostawały jednak poprawne. A to głuptaski, a to marzyciele, fantaści… Wszystko jednak z „pożyjemy, zobaczymy”, uśmieszkami, życzeniami gut laku i że nasi i tak górą. I tak było do dnia wyborów. Wieczorkiem usiedliśmy przed telewizorem. Z minuty na minutę, z godziny na godzinę kraj zaczął się dzielić. Ten kto oddał głos, określił się, opowiedział się po jednej, bardzo konkretnej stronie, sprecyzował, czy niebieski, czy czerwony jest. Najpierw w telewizji zobaczyliśmy którego stanu już nie lubimy. Dzięki durnemu, moim zupełnie niefachowym zdaniem, systemowi elektoratu, który tak jasno i klarownie wytłumaczyła tutaj koleżanka po piórze, kraj podzielono na stany przyjaciół i nieprzyjaciół. Z ulgą oddychali oglądający na ekranie stan, który przybierał kolor ich kandydata, a noga ich miała nie postać w stanie przeciwnika (i nikt nie może uwierzyć co stało się z Pensylwanią!!). Rano natomiast w pracy, na ulicy, w autobusie, w szkole spotkali się ludzie, dwa obozy – wygrani i ci mniej.

Dzień po wyborach atmosfera w pracy była gęsta. Muszę przyznać, że mnie gęstość ta przerosła. Przegrani przyszli do pracy w czerni, z niedowierzaniem w kółko powtarzali wyniki wyborów, płakali… Wygrani nie chcąc obnosić się ze swoim zwycięstwem, się nie obnosili… Zaczęły się potyczki fejsbukowe, komentarze, ich usuwanie, przeprosiny w wiadomościach prywatnych. Ktoś kogoś wyrzucił ze znajomych, zablokował. Lunch w osobnych klasach dobił mnie zupełnie. Nie chcieli ze sobą usiąść. Ani jedni, ani drudzy. Od zawsze jemy razem. Nie podzieliły nas odmienne wizje nauczania, oceny uczniów, nagrody, lub ich brak, religia czy poplecznictwo szefostwa. Podzieliła nas polityka. I to w wyborach było dla mnie większym szokiem niż same wyniki.

Jestem wśród większości…większości przegranych, bo jak wiadomo Hilary Clinton wygrałaby w każdym innym kraju, bo zgromadziła większą ilość głosów. No ale skoro Ameryka kieruje się zasadami ustalonymi w osiemnastym wieku, które mają się nijak do logiki, czy choćby nawet do demokracji, to mamy taką właśnie sytuację, nie po raz pierwszy zresztą. Mój wybór chyba nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Niby jak miałaby głosować otwarta, tolerancyjna, wykształcona emigrantka, która uczy swoje dzieci, że każdy człowiek ma takie same prawa, która brzydzi się ksenofobią i rasizmem, daleka jest od oceniania ludzi ze względu na ich religię czy orientację seksualną? Jak miałaby głosować matka, która mówi swojej córce, że nikt nie ma prawa jej poniżać i traktować jak przedmiot? Jak miałaby głosować osoba, która nie znając się na polityce oczekuje od swojego prezydenta, że ten będzie się na tej polityce znał o wiele bardziej niż ona i że będzie dyplomatycznie reprezentował jej drugi kraj z należnym temu krajowi szacunkiem? No jak?

14 thoughts on “Wybory 2016…

  1. Sylaba Listopad 13, 2016 / 4:40 am

    Koleżanka po piórze doda też, że Pensylwania Pensylwanią, ale Wisconsin? Plama na honorze. A to, co widziałaś w zachowaniach przed- i powyborczych to totalna nowość. Nie było tak ani 4 lata temu, ani 8. Przy Buszu „Juniorze” był krótki protest o Florydę, a przedtem otwarte niezadowolenie demokratów na wiadomość o wygranej Reagana. Natomiast tak otwartej żałoby przedtem nie widziałam. To zupełnie nowe zjawisko. Może do tego kiedyś wrócę, ale z tego, co się orientuję, to tym razem głosowano na zasadzie „policy over personality”, bo żaden z kandydatów jako osoba, nie odpowiadał do końca ani jedej partii, ani drugiej. (Do tego stopnia, że Trumpa zlała większość republikanów, a Hillary – część demokratów.) A na koniec – wejdź na fb i wyszukaj Crazy Russian Dad i jego ostatnie wideo o wynikach głosowania. Chłop wie, jak pocieszyć. Pozdrawiam z Florydy!

    • aniukowepisadlo Listopad 18, 2016 / 3:51 am

      Dzięki Sylabo za bardzo ciekawe komentarze i za super ciekawe i pouczające wpisy na twoim blogu. I jak mi powiesz, że ty tak wszystko z głowy, to już nie zadzownie..ze wstydu…

      • Sylaba Listopad 19, 2016 / 8:38 pm

        No z głowy, ale po długich przemyśleniach i posłuchaniu obu stron „konfliktu”. Nie jestem jedyna, która dała się nabrać mediom, byłam pewna oczywistego wyniku (Clinton). Jedyne, co wskazywałoby na inny obrót rzeczy było przypomnienie przez FBI afery z serwerem na tydzień-dwa przed wyborami. A tu proszę. Poszło o osiem lat nie takiego kierunku. I naprawdę widzę, że Amerykanie są dumni ze swojego systemu wyborczego. Dla nich jest oznaką wolności, bo gwarantuje też co ileś lat głos mniejszości. Trudno było mi to zauważyć kiedyś tam, bo europejska mentalność nadal we mnie bardzo silnie siedzi. I tylko śmiej do mnie nie dzwonić… zrobisz mi przykrość! 😉 Wesołych przygotowań do Thanksgiving!

  2. Niania w paryzu Listopad 13, 2016 / 8:08 am

    Ja, niestety choc po francuskiej stronie mieszkam, wynikiem wyborow jestem przerazona. Atmosfery, szczegolnie tej w pracy, wspolczuje.

    • aniukowepisadlo Listopad 18, 2016 / 3:53 am

      Atmosfera w pracy przeszkadza mi bardziej niż sam prezydent jak na razie…i jak ja bym chciała po francuskiej stronie…ach…

  3. grugrubleble Listopad 13, 2016 / 12:05 pm

    Współczuję Ci tej atmosfery w pracy i rozumiem Twoje rozczarowanie. Tutaj we Francji jeszcze czegoś takiego nie było, ale tutaj ludzie są na tyle przeważliwieni, że boją się wypowiadać o swoich preferencjach politycznych publicznie. Istnieje więc niepisana umowa, że o polityce w towarzystwie i na imprezach nie rozmawiamy… Czasem ciężko mi to wytłumaczyć, bo mnie akurat polityka bardzo interesuje. Nauczyłąm się jednak nie wybiegać przed zaprzęg.

    • aniukowepisadlo Listopad 18, 2016 / 3:55 am

      No rzeczywiście w pracy atmosfera taka sobie…zorganizowałam imprezę świąteczną i mam nadzieję, że pomoże. Ja myślałam, że Amerykanie właśnie też o preferencjach politycznych nie rozmawiają głośno, ale nie, rozmawiają i to bardzo głośno…

      • grugrubleble Listopad 20, 2016 / 8:27 am

        Trzymam więc kciuki, żeby impreza pomogla i atmosfera szybko się oczyściła .:*

  4. Apaczowa Listopad 14, 2016 / 9:40 pm

    Powiem tyle, że dzień po tych wyborach w moim niewielkim polskim miasteczku rozmawiało się o wynikach wszędzie – w osiedlowym spożywczaku, banku, u fryzjera, nawet w szkole mojej córki nauczyciele roztrząsali na lekcjach ten temat, bo mało kto przeszedł obojętnie obok tych wyników.

    • aniukowepisadlo Listopad 18, 2016 / 3:56 am

      Tak Apaczowo, bo chyba nikt nie może obojętnie przejść obok TAGIEGO wyboru…potknął by się, przewrócił i nogę złamał…

  5. Kat Listopad 16, 2016 / 7:25 pm

    dla mnie to jakiś kosmos…I ten co wygrał i takie reakcje ludzi. Zza drugiej strony oceanu mogę tylko stwierdzić: niespecjalnie zauważyłam zmiany kiedy po Buszu przyszedł Barac, więc pewnie i teraz niespecjalnie zauważę.No chyba, żeby mu jednak dali guzik nacisnąć…

    • aniukowepisadlo Listopad 18, 2016 / 3:58 am

      Kat, myślę, że jak się jest tak daleko to trochę trudno zauważyć zmiany. Myślę, że najbardziej odczuwalne były i będą jednak dla mieszkańców Stanów. Mam tylko nadzieję, że nie zbyt negatywnie. I ciesz się, że po drugiej stronie jesteś :-)…

      • Kat Listopad 18, 2016 / 7:58 pm

        hehe..mogę się cieszyć nawet podwójnie. Bo nie tylko jestem po drugiej stronie oceanu ale i na przeciwnym brzegu Bałtyku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s